Wnętrze człowieka a projekt mieszkania? Istnieje pewna korelacja

Redaktor Daniel Kucharz rozmawia z Eweliną Wąs-Połotyńską, właścicielką studia Archinteriors, o praktycznym projektowaniu wnętrze.

Współczesne poczucie estetyki coraz częściej determinują instagramowe inspiracje. Problem polega na tym, że to, co dobrze wygląda na ekranie, nie zawsze idzie w parze z codziennym pragmatyzmem. W rozmowie z red. Danielem Kucharzem Ewelina Wąs-Połotyńska, właścicielka studia Archinteriors, dzieli się swoją perspektywą i opowiada o balansie pomiędzy designem a funkcjonalizmem.

Pani Ewelino, zacznijmy – całkiem dosłownie – od środka. W obecnych czasach wiele wnętrz wygląda „instagramowo”, ale niekoniecznie dobrze się w nich żyje. W jaki sposób definiuje Pani projekt, który ma wartość nie tylko estetyczną, ale też realnie wpływa na komfort codziennego życia?

Projekt o wartości użytkowej zaczyna się tam, gdzie estetyka staje się konsekwencją prawidłowo rozwiązanej funkcji. Nigdy odwrotnie. Każdy proces rozpoczynamy więc od analizy rytmu dnia użytkowników, ich nawyków, charakteru pracy i sposobu codziennego funkcjonowania. Uwzględniamy przy tym również detale, o których często nie myśli się na pierwszy rzut oka – kąt padania światła, akustykę czy ergonomię ciągów komunikacyjnych. Dopiero na tej podstawie możemy zaplanować wnętrze, które będzie konsensusem pomiędzy pragmatyzmem a designem. A po czym poznamy, że realizacja rzeczywiście zakończyła się sukcesem? Czas jest najlepszym arbitrem. Jeżeli po roku użytkowania nic nie przeszkadza nam w codziennym korzystaniu z lokalu, możemy założyć, że wykonaliśmy dobrą pracę. Wspomniana „instagramowość” może być dodatkiem, ale nigdy nie powinna stanowić celu samego w sobie.

I wtedy pojawia się klient, w dłoni dzierżący telefon z inspiracją rodem z Pinteresta, który oznajmia: „Chcę dokładnie tego”.

Owszem, takie sytuacje się zdarzają. Klienci często budują swoją wizję na podstawie cudzych realizacji, ale zapominają o jednej, bardzo istotnej kwestii – każdy projekt powstaje w konkretnych warunkach. Na określonym metrażu, przy konkretnej szerokości pomieszczeń, określonych możliwościach technicznych czy dostępie do światła. Projektant praktycznie nigdy nie jest więc w stanie przenieść jeden do jednego wszystkich elementów z inspiracji do wnętrza, nad którym aktualnie pracuje. Wynika to po prostu z różnic w obiektywnych parametrach. I powiedzmy sobie szczerze: wnętrza prezentowane na Instagramie czy Pintereście bardzo często zawierają błędy techniczne, których przeciętny użytkownik nie jest w stanie zauważyć. Dla niego liczy się efekt. My musimy natomiast patrzeć znacznie szerzej.

Wnętrze
Źródło: materiały prasowe

Z kolei ja zauważyłem jedną rzecz: realizacje Archinteriors są bardzo zróżnicowane. Czy jest wśród nich projekt, który wyjątkowo zapadł Pani w pamięci? Może taki, który pokazał, że nawet najlepszy pomysł na wizualizacji potrafi w praktyce zaskoczyć?

Oj, takich historii trochę by się znalazło. Jedna z nich bardzo dobrze pokazuje, że to, co wygląda świetnie na wizualizacji, nie zawsze równie dobrze sprawdza się w codziennym życiu. Mieliśmy klienta, który bardzo chciał mieć w łazience dużą, przeszkloną ścianę zewnętrzną. Zależało mu na tym, żeby podczas kąpieli czy porannej toalety móc patrzeć w niebo i cieszyć się widokiem. Pomysł rzeczywiście był efektowny. Problem polegał na tym, że w założeniu przed przeszkleniem miała pojawić się zieleń – odpowiednio posadzone drzewa i krzewy, które zapewniałyby prywatność. Tyle że natura, jak powszechnie wiadomo, nie zawsze realizuje harmonogram inwestora.

Drzewka nie zdążyły urosnąć, a kiedy zaczęto korzystać z łazienki, okazało się, że zamiast pięknego widoku na niebo mamy… całkiem niezły widok na mieszkańców. I to z każdej strony.

W pewnym momencie stało się jasne, że sąsiedzi mają zdecydowanie więcej atrakcji, niż ktokolwiek planował. Trzeba było więc szybko wrócić do projektu i wprowadzić poprawki – częściowo zabudować przeszklenie i zastosować rozwiązanie, które ograniczało jego transparentność. Krótko mówiąc: trzeba było sprawić, żeby mieszkańcy mogli nadal cieszyć się światłem i widokiem, ale już bez konieczności dzielenia się swoim życiem prywatnym z całą okolicą.

Ta historia dobrze pokazuje, że nawet najbardziej efektowny, „instagramowy” pomysł musi jeszcze zdać egzamin z rzeczywistości. Piękna wizualizacja to jedno. Pytanie brzmi: czy równie dobrze będzie się z niej korzystało o siódmej rano, kiedy sąsiad akurat robi sobie kawę?

W moim mniemaniu przytoczona sytuacja, mimo, że zabawna, niesie za sobą pewne przesłanie: klient powinien szukać nie tylko projektu, ale również poczucia bezpieczeństwa i partnerstwa podczas całego procesu. W jaki sposób buduje Pani zaufanie w branży, w której decyzje bywają kosztowne, a jednocześnie bardzo osobiste?

Przewidywalność procesu. W tym tkwi szkopuł. Właśnie dlatego tak dużą wagę przywiązuję do procedur. Mamy przejrzyste kamienie milowe, określone punkty decyzyjne i transparentność budżetu. Już podczas pierwszego, zapoznawczego spotkania przeprowadzam analizę potrzeb klienta i wspólnie określamy najważniejsze wytyczne dotyczące projektu. Dzięki temu minimalizujemy ryzyko niespodzianek i sprawiamy, że klient od samego początku wie, czego może spodziewać się na kolejnych etapach realizacji. W efekcie zaufanie nie opiera się wyłącznie na intuicji. Budujemy je również poprzez schematyczność całego procesu.

W dobrze zaprojektowanym wnętrzu często najbardziej imponujące są rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka. Jakie elementy Pani pracy najczęściej pozostają niedocenione, choć mają największy wpływ na efekt końcowy?

To świetne pytanie, bo rzeczywiście wiele szczegółów pozostaje zupełnie niezauważonych. A to właśnie one bardzo często decydują o komforcie codziennego użytkowania. Weźmy choćby układ instalacji elektrycznej i oświetleniowej, akustykę pomiędzy pomieszczeniami czy etap wyboru mebli. Tych elementów często nie widać na wizualizacji, ale my – architekci i projektanci – musimy o nie zadbać. Dlaczego? Ponieważ są to rzeczy, których późniejsza korekta bywa niemożliwa albo po prostu bardzo kosztowna. Dla klienta mogą pozostać niewidoczne, ale dla nas stanowią jeden z fundamentów dobrze zaprojektowanego wnętrza.

Źródło: materiały prasowe

W branży wnętrzarskiej trendy zmieniają się bardzo szybko. Jak projektować przestrzenie, które będą aktualne i funkcjonalne także za 10–15 lat, a nie tylko przez jeden sezon? I czy ludzie faktycznie zwracają uwagę na to, co jest „modne”?

Ponadczasowość jest, wbrew pozorom, bardzo prosta. Wystarczy, że jedynym kompasem architekta nie będą obowiązujące w danym momencie trendy. Uniwersalne wnętrza są wokół nas. Wystarczy spojrzeć na Włochy – zachwycają nas marmurowe posadzki czy kamienne elementy ścian, mimo że wiele z tych rozwiązań ma setki lat. Nadal pozostają jednak punktem odniesienia dla współczesnych twórców. A moda? Kilka lat temu wszyscy inwestowali w Marmo d’Oro, a dziś praktycznie już tego nie widujemy. Dlatego podczas projektowania znacznie lepiej skupić się na jakości wykonania i materiałach, które się nie starzeją – drewnie, kamieniu czy stonowanej kolorystyce. Paradoksalnie, im bardziej nowoczesny i jednoznacznie modernistyczny jest wzór, tym większe prawdopodobieństwo, że za kilka lat stanie się passe.

Mówi się, że nie ocenia się książki po okładce. Czy z perspektywy architekta rzeczywiście jest to możliwe? Jak dużo o człowieku mówią wnętrza, w których mieszkamy? I czy już na etapie poznawania przestrzeni ma Pani świadomość, z jakim typem osoby będzie Pani współpracować?

Taka korelacja rzeczywiście występuje. Wnętrze mieszkania często oddaje to, co człowiek ma w sobie, choć oczywiście nie zawsze jest to tak jednoznaczne. Trzeba też pamiętać, że klienci bardzo często bazują na moim portfolio. Wybierając Archinteriors, chcą zazwyczaj czegoś, co wcześniej zobaczyli w moich realizacjach. Już na tym etapie wiem więc, z jakimi materiałami będziemy pracować, znam ideę projektu i wiem, w jaki sposób mogę ją zrealizować.

Inaczej wygląda sytuacja na rynku wtórnym. Kiedy mamy do przeorganizowania całą kamienicę czy dom, zaczynam zwracać uwagę na detale – kredens po babci, ojcowski fotel czy inne przedmioty z historią. To właśnie one nadają przestrzeni charakter i bardzo często stają się istotnym elementem nowego projektu.

Ciekawostka: zdarzyło mi się kiedyś, po jednej z wizyt zapoznawczych, całkowicie zrezygnować z realizacji. Już od pierwszych chwil wyczułam pomiędzy nami napięcie i roszczeniowość klientów. Uznałam, że w takiej atmosferze nie będziemy w stanie efektywnie pracować, dlatego odmówiłam dalszej współpracy. To tylko pokazuje, jak wiele może powiedzieć pierwsze spotkanie i jak mocno wyznacza ono kierunek późniejszych działań.

Wróćmy, tym razem w przenośni, do środka. Jest Pani osobą, która porządkuje wnętrza na zlecenie klienta. To Pani profesja. Mówi się jednak, że życie prywatne często przenika do zawodowego. Jak wygląda korelacja pomiędzy „wnętrzem” architekta a wnętrzem tworzonym w ramach jego pracy?

Ewelina Wąs-Połotyńska

To oczywiste, że w tym przypadku w grę wchodzą mechanizmy psychologiczne. Architekt powinien być spójny wewnętrznie, aby nie wprowadzać chaosu do procesu projektowego i – co najważniejsze – do relacji z klientem, który niejednokrotnie sam jest obciążony innymi problemami. W pamięci szczególnie pozostała mi jedna z klientek, która podczas naszej współpracy przechodziła przez rozwód.

Był to okres, w którym nad całym procesem wisiały kolejne deadline’y. Wszystko musiało zostać zrealizowane w ekspresowym tempie, ponieważ w grę wchodziła przeprowadzka, odejście od dotychczasowego partnera i rozpoczęcie zupełnie nowego etapu życia. To wszystko w naturalny sposób determinowało naszą współpracę. Finalnie udało się zrealizować wszystkie zamierzone cele. A przynajmniej tak początkowo mogło się wydawać.

Stres związany z sytuacją rodzinną okazał się na tyle silny, że wpłynął również na sposób, w jaki klientka odbierała już gotowe wnętrze. Mieszkanie zaczęło kojarzyć jej się z dyskomfortem wynikającym z konieczności relokacji i całkowitej zmiany dotychczasowego życia. Technicznie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Projekt został zrealizowany zgodnie z oczekiwaniami. Mimo to pozostały negatywne konotacje, których nie byliśmy już w stanie wymazać.

Dlatego tak ważna jest komunikacja i umiejętność odpowiedniego „czytania” sytuacji. Nasza rola nie polega wyłącznie na stylizacji i projektowaniu przestrzeni. Najpierw porządkujemy, a dopiero później nadajemy kształt temu, co klient ma w sobie.

Podziel się:

Nasze programy medialne:

Symbol

Siła

Wybierz Polskie