Z Karolem Lipką, prezesem PPMD Kruszbet S.A., rozmawia Tomasz Popławski
Rynek budowlany w ostatnich latach charakteryzuje się dużą zmiennością. Jak z perspektywy przedsiębiorstwa produkcyjnego ocenia pan obecne warunki prowadzenia działalności?
Rynek budowlany rzeczywiście mierzy się dziś z bardzo dużą zmiennością. Jednym z najpoważniejszych problemów jest brak ciągłości planów inwestycyjnych i przewidywalności otoczenia, w którym funkcjonują przedsiębiorstwa. W przypadku infrastruktury szczególnie istotne znaczenie ma stabilność decyzji inwestycyjnych, ponieważ firmy muszą z dużym wyprzedzeniem planować moce produkcyjne, inwestycje, zatrudnienie, zakupy surowców czy rozwój parku maszynowego. Jeżeli inwestycje infrastrukturalne są silnie uzależnione od bieżącej sytuacji politycznej i zmieniających się priorytetów, bardzo trudno prowadzić racjonalną politykę inwestycyjną. Dla przedsiębiorstwa oznacza to konieczność funkcjonowania w warunkach ciągłej niepewności.


Czy problemem jest również sama sprawność procesu inwestycyjnego?
Tak. Polski sektor budowlany w dalszym ciągu mierzy się z bardzo rozbudowaną biurokracją administracyjną. Problemem jest nie tylko liczba procedur, ale również brak przewidywalności co do czasu ich zakończenia. Z punktu widzenia przedsiębiorstwa, które ma dostarczać materiały na konkretną inwestycję, niezwykle ważne jest wiedzieć, kiedy rzeczywiście rozpocznie się realizacja projektu. Samo ogłoszenie przetargu nie oznacza jeszcze rozpoczęcia budowy. Później mamy wybór wykonawcy, procedury odwoławcze, decyzje administracyjne, w tym ZRID, a następnie faktyczne wejście na budowę. Jeżeli nie znamy harmonogramu tych kolejnych etapów, trudno podejmować decyzje dotyczące inwestycji w moce produkcyjne czy logistykę.
Jak na działalność firm budowlanych wpływają obecne koszty energii i paliw?
To jeden z bardzo poważnych problemów. Dla przedsiębiorstw produkcyjnych energia jest jednym z podstawowych kosztów działalności. W naszym przypadku wpływa ona bezpośrednio na ekonomikę produkcji, podobnie jak ceny paliw mają znaczenie dla transportu surowców i gotowych produktów. Szczególnie problematyczne są okresy wysokiego zapotrzebowania na energię i związane z tym wysokie ceny w szczycie poboru. W takich warunkach część przedsiębiorstw może być zmuszona do ograniczania lub czasowego wstrzymywania produkcji. To oczywiście nie jest rozwiązanie korzystne ani dla przedsiębiorstwa, ani dla całego rynku. Dlatego potrzebujemy przede wszystkim stabilnych i przewidywalnych warunków prowadzenia działalności, które pozwalają przedsiębiorcom planować koszty i inwestycje w dłuższym horyzoncie.
Wspomniał pan o zamówieniach publicznych. Czy obecny model realizacji inwestycji infrastrukturalnych pozwala przedsiębiorstwom odpowiednio planować rozwój?
Nadal jest z tym problem. Rynek zamówień publicznych pozostaje bardzo rozchwiany. Z perspektywy dostawcy materiałów problem polega na tym, że pomiędzy ogłoszeniem przetargu a faktycznym rozpoczęciem realizacji inwestycji może upłynąć bardzo dużo czasu. Przedsiębiorstwo musi jednak wcześniej przygotować się do obsługi kontraktu. Musimy mieć ludzi, sprzęt, logistykę, moce produkcyjne i odpowiednie zaplecze. Nie da się tego zorganizować z dnia na dzień. Jeżeli harmonogramy są nieprzewidywalne, firmy mają bardzo ograniczone możliwości racjonalnego planowania rozwoju.


Jak ocenia pan dostęp polskich przedsiębiorstw do dużych kontraktów infrastrukturalnych?
Uważam, że najważniejsze jest zapewnienie rzeczywistej dostępności postępowań dla polskich przedsiębiorstw. Nie chodzi o to, żeby wykluczać firmy zagraniczne. Jeżeli firma turecka, chińska, hiszpańska czy pochodząca z innego kraju spełnia wymagania i jest konkurencyjna, powinna mieć możliwość udziału w rynku. Problem pojawia się wtedy, gdy konstrukcja przetargu – między innymi wymagania dotyczące referencji czy gwarancji – w praktyce ogranicza możliwość konkurowania przez polskie firmy. A przecież lokalne przedsiębiorstwa są częścią krajowego ekosystemu gospodarczego. Współpracują z polskimi dostawcami, zatrudniają pracowników w Polsce, płacą tutaj podatki i rozwijają lokalne kompetencje.
Czy w przypadku strategicznych inwestycji infrastrukturalnych powinniśmy więc bardziej patrzeć na cały krajowy łańcuch dostaw?
Zdecydowanie. Jeżeli państwo przeznacza ogromne środki na energetykę, drogi, kolej, obronność czy inne strategiczne inwestycje, warto patrzeć nie tylko na samą wartość kontraktu, ale również na to, jaka część tej wartości pozostaje w polskiej gospodarce. Nie chodzi o zamykanie rynku. Chodzi o stworzenie warunków, w których polskie przedsiębiorstwa mają możliwość uczestniczenia w tych projektach i rozwijania własnych kompetencji. Moim zdaniem polskie firmy powinny być przy stole, kiedy planowane są strategiczne inwestycje w Polsce. Powinny mieć możliwość współtworzenia tego procesu, a nie jedynie pełnienia roli podwykonawców czy dostawców, kiedy najważniejsze decyzje technologiczne i biznesowe zostały już podjęte.

Jakie znaczenie ma dla państwa kwestia waloryzacji kontraktów?
Oczekiwania przedsiębiorstw w tym zakresie zdecydowanie wzrosły, ponieważ skala zmian kosztowych jest znacznie większa niż jeszcze kilka lat temu. Przy dużych inwestycjach trudno przewidzieć ceny energii, paliw, materiałów czy finansowania w perspektywie kilku lat. Dlatego mechanizmy waloryzacyjne powinny rzeczywiście odpowiadać skali ryzyka ponoszonego przez wykonawców i dostawców. Uważam również, że przy obecnej niepewności warto wrócić do szerszego stosowania formuły „buduj”, szczególnie tam, gdzie pozwala ona ograniczyć ryzyka związane z długotrwałym przygotowaniem inwestycji. Przy bardzo dużej zmienności otoczenia oraz niepewności geopolitycznej przenoszenie całego ryzyka na wykonawcę może prowadzić do problemów z realizacją kontraktu.
Jakie segmenty inwestycji będą w najbliższych latach szczególnie ważne dla Kruszbetu?
Kluczowe znaczenie będą miały inwestycje infrastrukturalne. Mam na myśli zarówno budowę dróg ekspresowych, jak i inwestycje drogowe na poziomie lokalnym. Drugim ważnym obszarem będą inwestycje związane z bezpieczeństwem i obronnością. Rozwój infrastruktury wojskowej oznacza zapotrzebowanie na różnego rodzaju obiekty, drogi, place i konstrukcje wymagające zastosowania odpowiednich materiałów budowlanych. To są obszary, w których widzimy długoterminowy potencjał rozwoju.
Jakie są strategiczne kierunki rozwoju samego Kruszbetu?
Jednym z naszych najważniejszych kierunków są mobilne wytwórnie betonu. Chcemy zwiększać możliwość elastycznego reagowania na potrzeby konkretnych inwestycji. Drugim obszarem jest rozwój kompetencji w zakresie budowy dróg oraz placów betonowych. Chcemy nie tylko dostarczać materiał, ale również rozwijać kompetencje wykonawcze i być bardziej kompleksowym partnerem dla inwestorów. To jest kierunek, który pozwala nam lepiej wykorzystać nasze doświadczenie i jednocześnie zwiększać wartość dodaną tworzoną przez firmę.
Co jest dziś największym wyzwaniem dla sektora betonu towarowego i prefabrykacji?
Przede wszystkim utrzymanie odpowiedniej i przede wszystkim stabilnej skali produkcji oraz sprzedaży. Produkcja betonu towarowego jest bardzo mocno uzależniona od ciągłości realizacji inwestycji. Jeżeli budowy są opóźniane, przesuwane albo czasowo wstrzymywane, wpływa to bezpośrednio na producentów. Dochodzi do tego sezonowość działalności i warunki atmosferyczne. Mamy nadzieję, że nadchodzący sezon zimowy nie będzie bardzo trudny i pozwoli zachować możliwie dużą ciągłość produkcji oraz dostaw.

Czy uważa pan, że przed polskim budownictwem rzeczywiście stoi zapowiadany od dłuższego czasu „boom inwestycyjny”?
Wszyscy czekamy na ten moment. Potrzeby infrastrukturalne Polski są ogromne, podobnie jak skala inwestycji, które będą konieczne w energetyce, transporcie, obronności czy infrastrukturze lokalnej. Kluczowe jest jednak to, żeby ten potencjalny boom rzeczywiście przełożył się na realne inwestycje, a nie pozostał wyłącznie w sferze zapowiedzi. Potrzebujemy stabilnego harmonogramu, sprawnych procedur, dostępnego finansowania i przewidywalnych zasad realizacji kontraktów. Bez tego trudno będzie wykorzystać potencjał polskich przedsiębiorstw.
Na koniec – czego życzyłby pan polskiej branży budowlanej i wszystkim partnerom Kruszbetu?
Chciałbym podziękować wszystkim, z którymi Kruszbet współpracuje – naszym dostawcom, odbiorcom i partnerom biznesowym. Życzę nam wszystkim, żeby oczekiwany „boom budowlany” w końcu do nas dotarł. Mam tylko nadzieję, że będzie to boom w znaczeniu dynamicznego rozwoju inwestycji, a nie „bum” oznaczający upadek kolejnych przedsiębiorstw. Polski sektor budowlany ma kompetencje i potencjał, ale potrzebuje przede wszystkim stabilnych warunków do ich wykorzystania.



