O kobiecych rytuałach i filozofii Estetic Point – gabinetach kosmetologii i medycyny estetycznej, które od niedawna powstają również w modelu franczyzowym – opowiada Małgorzata Zegarek, prezes zarządu i właścicielka marki.
Są takie miejsca, w których od pierwszych sekund czujesz spokój. Gdzie wszystko od zapachu, poprzez ton głosu, po uśmiech tworzy harmonię. Tak właśnie jest w Estetic Point – przestrzeni, w której piękno zaczyna się od emocji, relacji i ciepła tego miejsca. Już po pierwszej rozmowie z Małgorzatą Zegarek wiedziałam, że to nie będzie zwykły wywiad. Jej energia, autentyczność i sposób, w jaki mówi o swojej pracy, pokazują, że Estetic Point to coś więcej niż gabinet. To filozofia życia i sposób na budowanie kobiecej wspólnoty opartej na zaufaniu.
Małgosiu, zanim zaczniemy, muszę przyznać, że Estetic Point to jedno z tych miejsc, które trudno opisać tylko słowem „gabinet”. Ma w sobie coś wyjątkowego – to ciepło, spokój i kobieca energia. Wiesz doskonale, że ja przepadłam, gdy tylko tu weszłam. Powiedz, jak narodziła się idea stworzenia przestrzeni, która dba o ciało, ale też otula duszę?
Małgorzata Zegarek: Idea Estetic Point dojrzewała we mnie latami. Od początku swojej drogi zawodowej byłam związana z branżą beauty – dosłownie dotykałam jej od środka, zaczynając od recepcji, obserwując pracę zabiegowców. Rozmawiając z setkami klientów, widzę wyraźnie, jak ogromna bywa różnica między tym, czego ludzie oczekują, a tym, co realnie otrzymują. Pracowałam w przepięknych miejscach, często luksusowych, imponujących na pierwszy rzut oka; ale gdy przyglądałam się im bliżej, widziałam brak spójnej wizji i troski o człowieka jako całość. Widziałam gabinety, które miały świetny sprzęt, ale zero uważności. Miejsca, które oferowały modne zabiegi, ale zapominały o elementarnym szacunku do emocji klienta. Wiele razy myślałam o tym, że gdyby tak połączyć profesjonalizm z empatią, to byłaby tu przestrzeń, do której człowiek wraca nie dlatego, że musi, ale dlatego, że bardzo tego chce. Tak właśnie narodził się Estetic Point: z marzenia o miejscu, gdzie jakość usług jest bezwarunkowa, ale jeszcze ważniejsza jest atmosfera. Chciałam stworzyć przestrzeń, w której ciało jest ważne, ale to dusza decyduje o wszystkim. Wiedziałam, że jeśli uda mi się połączyć procedury medyczne, kosmetologię i prawdziwie ludzkie podejście, to powstanie coś, czego mi brakowało przez lata – i tak się właśnie stało. Dziś goście mówią mi, że „czują” Estetic Point od wejścia i to jest dla mnie największa nagroda.


Często mówimy o pięknie w kontekście wyglądu, ale mam wrażenie, że w Estetic Point chodzi o coś głębszego. Czy piękno to dla Ciebie bardziej efekt pracy specjalistów, czy proces, który zaczyna się w środku – od akceptacji, samoświadomości i dobrych emocji?
Dla mnie piękno zawsze zaczyna się od środka. Wierzę, że każda z nas jest piękna, ale czasem po prostu potrzeba chwili, by to zobaczyć. Zabiegi, urządzenia, medycyna estetyczna – to wszystko są narzędzia, które pomagają nam podkreślić to, co już mamy. To tak naprawdę wisienka na torcie, a fundament jest w nas: w pewności siebie, w spokoju, w akceptacji własnej historii. Dlatego nasza opieka zaczyna się dużo wcześniej niż przy łóżku zabiegowym. Słuchamy, obserwujemy i pytamy. Bardzo często podczas konsultacji okazuje się, że klientka nie potrzebuje „mocnego zabiegu”, tylko planu, rozmowy, wskazówek, a czasem zwykłego zapewnienia, że już jest wystarczająca. Piękno, którym się zajmujemy, nie jest plastikowe ani sztucznie wykreowane, bo to piękno, które wynika z harmonii. I tak, nasza opieka bywa dużo szersza niż standardowa. Współpracujemy z wieloma specjalistami. Zdarza się, że zanim zaczniemy zabiegi, pomagamy ułożyć styl życia lub wyciszyć stres. My tu niczego nie maskujemy, tylko wspieramy człowieka jako całość.
Estetic Point tworzy zespół kobiet, które nie tylko doskonale znają się na swojej pracy, ale też potrafią stworzyć odpowiednią atmosferę. Jakim zespołem jesteście na co dzień? Co jest Waszą największą siłą?
Jestem ogromnie dumna z mojego zespołu. To niesamowite kobiety. Mądre, empatyczne i uważne. Jesteśmy razem od początku istnienia Estetic Point, co w tej branży jest rzadkością. Każda z dziewczyn wnosi coś unikalnego, ale łączy nas jedno: wszystkie mamy tę samą wizję miejsca i traktujemy je jak wspólne dzieło. W Estetic Point nie ma rywalizacji, nie ma ciężkiej aury. Jest za to współpraca i prawdziwa troska. Zależy mi, by pracownicy czuli, że tu nie tylko wykonują zabiegi, ale współtworzą przestrzeń, która realnie zmienia czyjeś samopoczucie i sposób patrzenia na siebie. Inwestujemy w szkolenia, rozwój, ale też w relacje – bo wierzę, że gdy zespół jest szczęśliwy, klient czuje to natychmiast.
Mam wrażenie, że w obecnym świecie, w którym codziennie goni nas tempo, coraz więcej osób – a zwłaszcza kobiet – szuka miejsc, w których mogą się zatrzymać. Czy Estetic Point to dla Twoich klientek właśnie taka bezpieczna przystań – przestrzeń, w której mogą odetchnąć, zresetować głowę, a przy okazji zadbać o siebie?
Zdecydowanie tak i to jest dla mnie jedna z najpiękniejszych rzeczy. Często klientki wpadają do nas bez wizyty, tak po prostu, żeby wypić kawę, przywitać się, pobyć tu chwilę. Zdarza się, że ktoś zjawia się w drzwiach, mówiąc: „Miałam ciężki dzień, potrzebowałam waszego spokoju” i siada w poczekalni, gdzie czas płynie inaczej. To pokazuje, że stworzyliśmy coś więcej niż miejsce usługowe. Tak, stworzyliśmy bezpieczną przystań – kobiecą, ciepłą, uważną i nawet jeśli ktoś przychodzi na przysłowiową kawę, to też jest dla nas forma zaufania, bo to oznacza, że czuje się tu jak u siebie.


Dziś Waszą filozofią i podejściem do klientów postanowiliście się podzielić, tak, aby móc dotrzeć w najbardziej odległe zakątki Polski. Powiesz coś więcej o tym projekcie?
Pomysł stworzenia franczyzy, czyli biznesu, który mogą uruchamiać zewnętrzni partnerzy, rodził się w mojej głowie już od jakiegoś czasu. No i tak to jest, że życie we właściwym momencie stawia nam na drodze osoby, które pozwalają nam te plany realizować. Taką właśnie osobą był Piotr Bijański, z którym stworzyliśmy model franczyzowy. Dziś jesteśmy już w trakcie uruchamiania gabinetów z naszymi partnerami w takich miastach, jak Gliwice, Rzeszów, Poznań, Lublin, Tarnów, Warszawa, Płock i Łódź. Otwieramy się też na nowe miasta i liczymy, że już w niedługim czasie każda Polka będzie mogła zadbać o siebie w naszych gabinetach.

Zaufanie to dziś największy kapitał, nie tylko w biznesie. Czy jest jakaś zasada, której zawsze się trzymacie – coś, co pomaga wam sprawić, że osoby, które przekraczają próg Estetic Point, czują się zaopiekowane od pierwszej chwili?
Tak, mamy jedną zasadę, która jest dla nas absolutnym fundamentem. Brzmi ona: „Słuchaj, ale nie oceniaj”. To proste zdanie zmienia wszystko. Każdy klient przychodzi z inną historią, innymi doświadczeniami oraz innymi emocjami. Nie zakładamy niczego z góry, nie narzucamy rozwiązań i nie porównujemy. Naszym fundamentalnym zadaniem jest zrozumieć, wysłuchać i zaproponować najlepszą drogę – nie tę modną, nie tę najdroższą, ale tę właściwą. Czuje się to od pierwszych minut i dlatego ludzie nam tak bardzo ufają.
A teraz temat, który zawsze mnie ciekawił. Kiedy mówi się o salonach beauty, często myślimy o kobiecym świecie. Ale czasy się jednak zmieniają. Czy odwiedzają Was również mężczyźni? A jeśli tak, to jak reagują na tę wybitnie żeńską aurę Estetic Point?
Oczywiście, panowie również są naszymi klientami. Co ciekawe, często wracają częściej, niż zakładali. Mężczyźni początkowo bywają nieco niepewni, bo branża beauty wciąż kojarzy się głównie z kobietami, ale wystarczy jedna wizyta, by całkowicie zmienili perspektywę. Bardzo często sama rozmawiam z nimi podczas wizyt i niemal zawsze słyszę, że mieli pewne obawy, ale teraz już wiedzą, że powinni zrobić to dużo wcześniej. Doceniają fakt, że mogą tu odpocząć, wyciszyć się, oderwać od pracy i obowiązków, bo choć rzadziej o tym mówią, oni też potrzebują przestrzeni, w której ktoś ich wysłucha i zadba o nich bez oceniania. A to właśnie u nas znajdują.
Spotykacie się z setkami osób, każda z inną historią, innymi emocjami oraz potrzebami. Czy pamiętasz taki moment, który szczególnie Cię poruszył? Powiedzmy sytuację, w której pomyślałaś, że to właśnie dla takich chwil warto było stworzyć to miejsce?
Tych momentów przez lata było mnóstwo. Tak naprawdę tyle, że mogłabym napisać o nich książkę. Często są to małe chwile, które wywołują we mnie ogromne emocje, ale chyba najbardziej poruszają mnie te sytuacje, kiedy klienci proszą o rozmowę „z właścicielką”. Dawniej kojarzyło mi się to z problemem, więc wychodziłam z duszą na ramieniu. Dziś w 99% to podziękowania, takie autentyczne, prawdziwe, wzruszające i wtedy sobie myślę, że właśnie dlatego warto było podjąć ryzyko i stworzyć Estetic Point.
I tak już całkiem na koniec: jak w kilku zdaniach przekonałabyś zarówno kobiety, jak i mężczyzn, że warto Was odwiedzić?
Estetic Point to nie jest zwykły gabinet. To przede wszystkim przestrzeń, w której człowiek naprawdę czuje się ważny i nie tylko jako klient, ale zawsze jako osoba. Jeśli ktoś szuka miejsca, w którym profesjonalizm spotyka się z prawdziwą życzliwością, a troska o wygląd idzie w parze z troską o emocje, to właśnie tutaj to znajdzie. Każda wizyta jest u nas zaplanowana tak, byś poczuł lub poczuła się lepiej – nie tylko wizualnie, ale też mentalnie. Dbamy o jakość, bezpieczeństwo, najwyższe standardy zabiegów, ale jednocześnie nigdy nie zapominamy o uśmiechu, empatii i uważności. To połączenie powoduje, że Estetic Point staje się miejscem, do którego wraca się z przyjemnością, jak do dobrej, spokojnej przystani. Jeśli ktoś chce po prostu poczuć się sobą – piękną, zadbaną i zaopiekowaną wersją siebie, to my jesteśmy od tego, żeby mu w tym towarzyszyć.




