Przebudzenie do zdrowia

Przebudzenie do zdrowia – nowy kierunek dla ludzi, którzy nie boją się żyć świadomie

To nie jest wywiad o zdrowiu. To rozmowa o przebudzeniu. O momencie, w którym człowiek przestaje „funkcjonować”, a zaczyna naprawdę żyć. O świecie, w którym tempo, obowiązki i oczekiwania odcinają nas od ciała, emocji i własnej prawdy; aż w końcu pojawia się pytanie: „Czy to na pewno życie, którego chcę?”. Anna Mazurczyk odpowiada na nie czynami. Pokazuje, że „przebudzenie do zdrowia” jest nie tyle trendem, ile koniecznością naszych czasów. To powrót do równowagi, sprawczości i wolności, którą każdy nosi w sobie – tylko czasem o niej zapomina.

Zielona żywność, przebudzenie, wysoka wibracja – brzmi pięknie, ale jak to wygląda w codziennym życiu? Czy pani dzień zaczyna się od zdrowego soku czy też ciepłej wody, medytacji czy może raczej od gonitwy z kalendarzem jak u większości z nas?

Zielona żywność, przebudzenie, wysoka wibracja… to nie są dla mnie tylko piękne słowa, ale bardzo konkretne wybory, które nadają rytm mojemu życiu. Kiedy budzę się rano, zanim jeszcze wstanę z łóżka, pozwalam sobie przez chwilę po prostu być. Leżę w ciszy, czuję swoje ciało, oddycham głęboko i dziękuję za to, że mogę przeżyć kolejny dzień w zdrowiu i radości. To jest dla mnie moment wdzięczności. A to, za co dziękujemy, to już się przecież wykonało. Świadomie pilnuję, żeby nie zaczynać dnia od telefonu. Mam w sypialni zwykły zegar, więc nie muszę sięgać po ekran, żeby sprawdzić godzinę. To naprawdę niełatwy nawyk w dzisiejszym świecie, ale daje ogromny spokój. Dopiero potem wstaję i wypijam dwie szklanki ciepłej wody, żeby się nawodnić. To taki mój codzienny rytuał oczyszczający. Następnie piję CGF i Zielonki – sok z trawy jęczmiennej i chlorellę – to mój sposób, by od rana zasilić ciało żywą energią natury i oczyścić z metali ciężkich i toksyn. Kalendarz, plan dnia i obowiązki sprawdzam zawsze wieczorem, żeby rano nie wchodzić od razu w tryb „gonitwy”. Dzięki temu moje poranki są spokojne, harmonijne i naprawdę moje. To właśnie wtedy rodzi się ta wibracja na cały dzień – z uważności, wdzięczności i natury.

Mówi pani, że zdrowie zaczyna się w naszej głowie. A co najczęściej psuje nam ten wewnętrzny balans? Stres, presja, a może brak kontaktu z samym sobą?

Żyjemy w czasach ogromnego przyspieszenia. W natłoku informacji, obowiązków i bodźców coraz trudniej usłyszeć siebie. Z każdej strony otacza nas pole elektromagnetyczne, straszne wiadomości, hałas. Do tego dochodzi zatrute jedzenie, zanieczyszczone powietrze i woda. To chyba najtrudniejsze połączenie, z jakim człowiek współczesny musi się mierzyć – i nic dziwnego, że coraz częściej gubimy wewnętrzny balans. Kiedyś ktoś zapytał mnie: „No dobrze, ale jeśli odetnę się od tego wszystkiego, to z czego będę żyć?”. I właśnie to jest sedno problemu. Jesteśmy uzależnieni od pieniądza, od systemu, od tempa, które sami nakręcamy. Ja też potrzebuję samochodu, żeby dojechać na wykłady, by pomagać ludziom w odkrywaniu zdrowego stylu życia, czasami hotelu, czy nawet zielonek, za które trzeba także zapłacić. Trudno się z tego całkowicie wycofać – to taki zaczarowany krąg, w którym kręcimy się aż do ostatniego dnia życia. Ale właśnie wtedy, gdy docieramy do granicy – gdy jesteśmy wyczerpani, zmęczeni, czasem w totalnej bezsilności – zaczyna się prawdziwy kontakt z samym sobą, bo na samym dnie czekamy… my. Nie świat zewnętrzny, nie obowiązki, nie oczekiwania innych tylko my sami, w ciszy, spokoju i to właśnie tam, w tej ciszy, rodzi się harmonia.

W jednym z wywiadów wspomniała pani, że prawdziwa moc tkwi w naturze. A gdyby zapytać odwrotnie – co natura mogłaby powiedzieć dziś o nas, ludziach XXI wieku?

Myślę, że nie jesteśmy dla natury aż tak ważni, jak nam się wydaje. Lubimy myśleć, że to my mamy nad nią władzę, że możemy ją kontrolować, kształtować, wycinać lasy, zatruwać rzeki, a ona to wszystko zniesie. Ale natura jest potężna. To żywy organizm o ogromnej mądrości i sile, który, jeśli zechce, potrafi jednym ruchem otrząsnąć się z nas jak z natrętnych much. Natura nie potrzebuje człowieka; to my potrzebujemy jej. Nasza rola powinna być symbiotyczna – żyć w połączeniu, we współbrzmieniu z nią, a nie przeciwko niej bo przecież z natury pochodzimy i do niej też wracamy. Wszystkie rozmowy o ekologii, o ochronie środowiska, w głębszym sensie są tak naprawdę zaproszeniem do tego, by zwrócić uwagę na siebie. Na swoje wybory, swoje emocje i codzienne decyzje. Nie chodzi o to, by pouczać innych, ale by w swoim małym świecie żyć w większym poszanowaniu i uważności, bo co wewnątrz, to i na zewnątrz. Gdyby natura mogła dziś przemówić, myślę, że powiedziałaby:  „Idź do kąta i przemyśl swoje zachowanie”.

Prowadzi pani setki wykładów, spotyka ludzi o różnych historiach. Czy jest jakieś pytanie, które pani najczęściej słyszy? Takie, które pokazuje, jak bardzo chcemy być zdrowi, ale nie zawsze wiemy, od czego zacząć?

Tak, dokładnie właśnie to pytanie słyszę. Bardzo często, w różnych wersjach, ale zawsze z tego samego ludzkiego pragnienia: „Od czego mam zacząć?”. W tych słowach czuć i nadzieję, i zagubienie. Chcemy być zdrowi, spokojni, szczęśliwi, tylko nie wiemy, jaki zrobić pierwszy krok. Zawsze odpowiadam: zacznij od siebie. Od chwili uważności, od jednego małego wyboru, który jest bardziej świadomy niż wczoraj. To może być szklanka ciepłej wody o poranku, chwila ciszy bez telefonu, albo… jeden zielony rytuał, który zmienia wszystko. Jeśli już mamy mieć jakieś uzależnienia i nawyki, to niech to będą te dobre – na przykład uzależnienie od czystego pożywienia. Dla mnie od lat to jest sok z trawy jęczmiennej i chlorella. Te dwa cuda natury w niezwykle prosty, a jednocześnie głęboki sposób pomagają wystartować z każdą zmianą, bo prawdziwa zmiana zaczyna się od wnętrza – od brzucha, od tego, co jemy. To, czym karmimy ciało, determinuje, jak myślimy, a kiedy zmienia się nasze myślenie, zaczynamy świadomie wybierać to, co jemy i tak koło się zamyka – od ciała do ducha, od natury do człowieka.

Kiedy patrzy pani na współczesny świat wellness, influencerów, diet-cud, modę na „detoks”, to myśli pani bardziej „świetnie, że ludzie szukają”, czy raczej „za dużo hałasu, za mało prawdy”?

Mam wrażenie, że z jednej strony dzieje się coś dobrego – ludzie zaczynają szukać, interesują się zdrowiem, chcą lepiej żyć. Ale z drugiej strony coraz trudniej jest im odnaleźć prawdziwe informacje w tym całym chaosie. Mamy dziś nadmiar wszystkiego: diet, suplementów, „cudownych” planów odchudzania, influencerów, którzy jednego dnia promują post, a drugiego detoks sokowy. To tworzy zamieszanie, które sprawia, że ludzie już nie wiedzą, komu ufać. Myślę, że w dużej mierze jest to efekt świadomego zalewu informacji i też dezinformacji takiego hałasu, który odciąga nas od najprostszej rzeczy: obserwacji własnego ciała. W praktyce wygląda to tak, że większość osób wie o zdrowiu coraz więcej, ale czuje się coraz gorzej. Bo zamiast słuchać swojego organizmu, słuchamy algorytmu. Codziennie jesteśmy bombardowani filmikami, poradami i „must have’ami”, które często nie mają nic wspólnego z realną profilaktyką czy zdrową codziennością. Dlatego zawsze powtarzam: wróćmy do podstaw. Do czystego jedzenia, do wody, ruchu, regularnego snu i prostych, naturalnych produktów, a może nawet do zupełnej podstawy. Dla mnie są to moje Zielonki – dlatego, że są totalnie proste. W dodatku łatwe do przygotowania i do zjedzenia, a wnoszą wszystko to, co jest najważniejsze dla naszego ciała, czyli mikroelementy, witaminy, makroelementy, żywe enzymy, aminokwasy i białko. Niczego więcej nie potrzebujemy, żadnych konserwantów, polepszaczy wypełniaczy i barwników i tej całej chemicznej trucizny. Nie potrzebna nam jest żadna moda, tylko realne wsparcie dla organizmu. Prawdziwy „wellness” nie potrzebuje marketingu. Potrzebuje konsekwencji i zdrowego rozsądku.

Gdyby mogła pani przekazać jedno zdanie kobiecie, która właśnie próbuje odbudować siebie emocjonalnie i fizycznie: jakie by ono brzmiało?

Powiedziałabym jej: „Zacznij od małych kroków i bądź dla siebie tak dobra, jaką zawsze chciałaś być dla innych.” Paradoksalnie, powiedziałabym to też do siebie samej, bo odbudowa siebie nie dzieje się w wielkich rewolucjach, czy wiecznych wyrzeczeniach, tylko w codziennych drobiazgach… w tym, że wypijesz szklankę wody zamiast kolejnej kawy, że zjesz coś czystego i naturalnego, że pozwolisz sobie odpocząć bez wyrzutów sumienia. Kobiecość to nie perfekcja, tylko ciągły proces. Nie musimy być zawsze silne, zawsze mądre, zawsze zaradne i zawsze gotowe do walki. Po prostu odpuść, a ciało, kiedy poczuje troskę i spokój, samo zaczyna się leczyć. Wystarczy przestać z nim walczyć i znów się z nim zaprzyjaźnić.

Pani Anno, nie mogę nie zapytać: fundacja „Przebudzenie do zdrowia” dopiero się rodzi, ale kiedy ten wywiad ujrzy światło dzienne, będzie już zapewne stała na własnych nogach. Czy opowie Pani o niej czytelnikom w kilku zdaniach – czym ma się stać dla ludzi? Czy ma być miejscem, do którego przychodzimy po wiedzę, po ulgę czy może po przebudzenie, którego często nie wiemy, że potrzebujemy?

Fundacja „Przebudzenie do zdrowia” to dla mnie coś znacznie więcej niż tylko projekt – to spełnienie marzenia, które dojrzewało we mnie przez wiele lat pracy z ludźmi. Widzę, jak bardzo dzisiaj potrzebujemy powrotu do siebie, do ciała, do emocji, natury i prawdy. Coraz więcej osób jest zagubionych, przeciążonych obowiązkami, odłączonych od swojego wewnętrznego głosu. Moim pragnieniem jest stworzyć przestrzeń, w której każdy człowiek będzie mógł się zatrzymać, odetchnąć i zrozumieć, że zdrowie to nie tylko brak choroby, ale pełna harmonia między ciałem, umysłem i duszą. Fundacja będzie organizować warsztaty, konferencje, kongresy i spotkania – zarówno na żywo, jak i online – poświęcone profilaktyce zdrowia, świadomemu odżywianiu, emocjonalnemu uzdrawianiu oraz budzeniu odpowiedzialności za własne życie. Chcemy współpracować z dietetykami, lekarzami, psychologami, naukowcami i terapeutami, edukatorami dziecięcymi i domami wiecznej młodości, a także z osobami, które swoją wiedzą i doświadczeniem inspirują do przemiany. Nasze działania będą skierowane zarówno do tych, którzy już są na drodze przebudzenia, jak i do tych, którzy dopiero zaczynają ją odkrywać. Hasłami przewodnimi fundacji są: wolność, prawda i zdrowie, bo wierzę, że właśnie te trzy wartości są fundamentem szczęśliwego, świadomego życia. To miejsce będzie nie tylko źródłem wiedzy, ale też wsparcia i wspólnoty – przestrzenią, w której człowiek może odzyskać wiarę w siebie i w moc, która od zawsze w nim jest.

Podziel się:

Nastepne

Max Porter - Shy

śr. gru 3 , 2025
Max Porter – Shy. Opowieść o winie, gniewie, wyobraźni i dorastaniu – o błądzeniu w ciemności i odkrywaniu, że nie jest się samemu. To historia kilku dziwnych godzin z życia chłopaka na krawędzi. Nie rób sobie tego, Shy. Nie możesz się tak ranić. Jest noc, a on wędruje i słucha głosów w swojej głowie: nauczycieli, rodziców, tych, których skrzywdził, i tych, którzy próbują go kochać. Wziąłeś leki, wariacie? Ucieka z […]
Max Porter - ShyMax Porter - Shy

Nasze programy medialne:

Symbol

Siła

Wybierz Polskie