W Centrum Nauczania Domowego edukację opieramy na relacjach

Dostęp do szeroko pojętej wiedzy osiągamy poprzez umiejętne wyszukiwanie informacji i znajomość dostępnych źródeł. Od wczesnych lat szkolnych poznajemy różne schematy, które mają nam ułatwić poruszanie się w otoczeniu i analizę odpowiednich składników, które nakierują nas na właściwą ścieżkę. Jednak okazuje się, że droga do celu może być różna, w zależności od umiejętności, jakich nabywamy już od wczesnych lat. O tym, jakie alternatywy możemy spotkać na swojej drodze i dlaczego niejednokrotnie bardziej kształtują naszą osobowość, opowiadają Monika Kamińska-Wcisło i Kinga Raj z Centrum Nauczania Domowego.

(od lewej) Monika Kamińska-Wcisło i Kinga Raj z Centrum Nauczania Domowego

Edukacja na przestrzeni lat przeszła niemałą ewolucję. Jednak aby dokonać znaczących zmian, trzeba zmienić schematy, którymi się aktualnie posługujemy. Co waszym zdaniem mogłoby na to wpłynąć?

Monika Kamińska-Wcisło: Dwa lata temu zetknęliśmy się z pandemią COVID-19, która była pewnego rodzaju szansą, by wprowadzić znaczące nowości do szkolnictwa w Polsce. Sama praca zdalna nie była zła, jednak problemem okazało się nieumiejętne wykorzystanie dostępnych narzędzi i próba przeniesienia klasycznej szkoły w nowy wymiar. Edukacja wdarła się do mieszkań ludzi i można było zaobserwować, jak kulawy jest system nauczania w kraju. Dzieci nie były w stanie funkcjonować w tym stereotypowemu myśleniu, że nagle trzeba przenieść szkołę stacjonarną w pełni do online. Zaczęło się odpytywanie wychowanków przez komunikatory, sprawdzanie list obecności, robienie kartkówek i sprawdzianów, wszystko na takich samych zasadach, jak gdyby uczeń stał przed tablicą. Niestety to nie zadziałało. Co więcej, totalne obnażyło klasyczny format edukacji systemowej. Na początku próbowaliśmy nad tym w pewien sposób zapanować, jednak udawało się to tylko przez pierwsze miesiące, bo wówczas nauczyciele jeszcze nie wiedzieli, w jaki sposób mają organizować zajęcia, nie byli do tego przygotowani.

Kinga Raj: Paradoksalnie, w niektórych sytuacjach dzieci świetnie sobie poradziły, bo zaczynały uczyć się pracy projektowej. Nauczyciel kontaktował się z nimi tylko raz w tygodniu, wysyłał różne zadania do zrobienia, co ostatecznie przyczyniło się do tego, że nawet słabsi uczniowie zamykali dany semestr z dużo lepszymi wynikami. Niestety skończyło się to wraz z określeniem pewnych ram w procesie nauczania zdalnego. Mimo wszystko trzeba tu też wybronić nauczycieli, którzy także znaleźli się w nowej sytuacji, do której nie byli przygotowywani, a na których barki zrzucono wiele zadań. Młodzi nauczyciele byli w stanie dostosować się do aktualnej sytuacji, natomiast ciężej było ze starszym pokoleniem, które niejednokrotnie miało znaczące braki w obsłudze sprzętowej.


Jednak okres pandemii pokazał nam wszystkim, że potrafimy wykorzystywać nowe technologie.

Monika Kamińska-Wcisło: Zgadza się, pandemia udowodniła nam, że jesteśmy w stanie za pomocą dostępnych narzędzi uczyć się poza murami szkoły lub wykonywać pracę poza biurem. Nasza rzeczywistość zmieniła się w sposób nieodwracalny. Do tej pory wiele osób nadal pracuje zdalnie, a część hybrydowo. Takie rozwiązanie uświadomiło społeczeństwu, że zmieniając dane miejsce, możemy stać się bardziej produktywni. Koncentrujemy się na zadaniu do wykonania i realizujemy założony cel przy maksymalnym skupieniu. Te zmiany zagościły u nas już na stałe i pewnie będą wyznaczać nowe trendy.

Kinga Raj: Powinno się dać więcej wolności, jeśli chodzi o to, jak dziecko się uczy. W Centrum Nauczania Domowego znamy takie rodziny, które są podróżnikami, gdzie rodzice pracując zdalnie zwiedzają cały świat, np. pływając na jachcie, a ich dzieci uczą się poprzez edukację domową. Ten schemat stał się ostatnio bardzo wygodny.


Co mogło wpłynąć na takie rozwiązanie?

Kinga Raj: Ludzie patrzą na system szkolnictwa przez pryzmat pandemii, gdzie odczuli na własnej skórze, że system jest nieudolny, niewydolny i ma dużo mankamentów. Brak zmian i nieskuteczna próba przeniesienia nauczania stacjonarnego do online’u była kluczowym czynnikiem do poszukiwania alternatyw, m.in. edukacji domowej, która dodatkowo umożliwia aktywne życie prywatne przy zachowaniu ciągłości zawodowej i edukacyjnej. Powodem przejścia na edukację domową może być też to, że rodzice widzą, że ich dzieci czują się źle w szkole, gdzie nauczyciele ich gnębią, a rówieśnicy wyśmiewają. Takie dziecko chodzi codziennie do szkoły np. z bólem brzucha. Często dzwonią do nas rodzice. Mówią, że ich dziecko codziennie rano wstaje z różnymi dolegliwościami, które powodują, że nie jest w stanie iść do szkoły. To bardzo przykre doświadczenie, ponieważ wysyłamy nasze pociechy do miejsca, gdzie powinny czuć się bezpiecznie przy rówieśnikach i nauczycielach, a poza tym mieć budowane poczucie własnej wartości. Jednak rzeczywistość pokazuje, że nie zawsze tak to wygląda. Rozwój szkolnictwa powinien podążyć w kierunku edukacji 4.0, asynchronicznej i spersonalizowanej, gdzie każdy uczeń decyduje, którego przedmiotu chce się uczyć w danym momencie.


Czy u was właśnie tak to wygląda?

Monika Kamińska-Wcisło: W Centrum Nauczania Domowego dowolność w wyborze materiałów i narzędzi edukacyjnych jest niewątpliwie idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy preferują nowe metody nauczania i elastyczne podejście do tego, co daje nam świat. Dziecku nadal przysługują podręczniki szkolne, ale wcale nie musi z nich korzystać, nie musi się do nich ograniczać. My zapewniamy cały wachlarz możliwości: materiały multimedialne, książki, filmy edukacyjne, internetową platformę edukacyjną z pełną podstawą programową, obcowanie z naturą, wyjścia do teatru, naukę w praktyce przez doświadczenia. Rodzic tak naprawdę sam weryfikuje, jaki styl uczenia się odpowiada jego dziecku i ucieka w ten sposób od marnowania czasu na nieefektywne i niedostosowane do tego charakteru techniki. A tak dopasowane rozwiązania też mogą znacząco wpływać na samopoczucie ucznia, który uczy się wtedy, kiedy chce i tego, czego chce.

Kinga Raj: Warto wspomnieć o tym, że pandemia na pewno dała rozgłos edukacji domowej, więc wiele osób zobaczyło alternatywy, których wcześniej nie znało. Poza tym edukacja domowa na początku była mylona z nauką zdalną i z nauką indywidualną, gdzie nauczyciel przychodzi do dziecka i uczy go w jego własnym domu. Tutaj wystąpiło lekkie zamieszanie w samej terminologii, co czym jest. I też rodzice przez pandemię zobaczyli, że niektóre dzieci dużo lepiej uczą się same, nie potrzebują grupy i nauczyciela. Ponadto, dzięki edukacji domowej zaczęły się poprawiać relacje rodzinne, a dziecko ma o wiele więcej czasu na rozwijanie własnych pasji czy udział w różnych grupach zainteresowań, w których czuje się bezpiecznie i komfortowo.


Pewnie zainteresowanie waszą edukacją wzrasta.

Kinga Raj: Statystyki mówią same za siebie. W roku szkolnym 2019/2020 mieliśmy w CND ponad 12 tysięcy wychowanków w wieku od 6 do 18 roku życia. Następnie, w trakcie pandemii COVID-19, czyli w roku 2020/2021, było to już blisko 20 tysięcy dzieci korzystających z edukacji domowej. Ten trend utrzymywał się prawie bez zmian również w ostatnim roku szkolnym. Wzrost wynosi ponad 80% i od dłuższego czasu jest na w miarę stałym poziomie.


W jakim wieku uczniowie przechodzą ze szkoły systemowej na nauczanie domowe?

Monika Kamińska-Wcisło: Możemy tu wyodrębnić kilka grup. Pierwszą z nich stanowią dzieci z klasy pierwszej. Tutaj rodzice swoich pociech od początku wiedzą, czego chcą; nie chcą „skalać” dziecka klasycznym systemem nauczania, więc wykorzystują alternatywne środki. Zazwyczaj rodzic wybiera coś, czego sam nie doświadczył w przeszłości i szuka lepszych rozwiązań dla swojej pociechy. Myślę, że na to ma też wpływ rodzicielstwo bliskości czy porozumienie bez przemocy, gdzie dziecko znajduje się w centrum uwagi i jest zauważane na każdym kroku. 

Kolejną grupę stanowią piątoklasiści. Wynika to z faktu, że czwarta klasa zazwyczaj jest udręką dla większości uczniów. Zmieniają się nauczyciele, system oceniania, pojawiają się kartkówki czy sprawdziany, rośnie ilość przedmiotów i to jest dla dziecka szok. Dlatego zaobserwowaliśmy bardzo duży transfer uczniów ze szkoły systemowej do edukacji domowej po ukończeniu 4 klasy. Trzeba mieć też na uwadze, że będąc w 5 klasie dziecko staje się bardziej samodzielne. Ostatnią grupą są siódmoklasiści, dla których materiał ze szkoły systemowej jest dużym wyzwaniem.

Kinga Raj: Aktualnie kierujemy ofertę edukacyjną do uczniów szkoły podstawowej, jednak ostatnio zauważamy bardzo duże zainteresowanie nauczaniem domowym również przez licealistów, gdzie ilość zapytań o alternatywną formę nauczania przekracza nasze oczekiwania. Jest bardzo dużo uczniów, którzy sami się do nas zgłaszają i pytają o możliwość nauki w CND, bo uważają że taki system edukacji będzie dla nich bardziej korzystny. Jednak wchodzi tu jeszcze jeden czynnik. Młodzież, która do nas przychodzi, jest świadoma tego, jak będą kształtowały się rynki pracy w najbliższych latach. Zwykła szkoła systemowa przygotuje ich na to raczej słabo. Dzieci nie uczą się ani w grupie, ani projektowo, ani przez doświadczenia, a przecież to stanowi przyszłość edukacji.

Monika Kamińska-Wcisło: To, co my robimy i wdrażamy z dziećmi w Centrum Nauczania Domowego, to kierunek w stronę Edukacji 4.0 i pokazanie rodzicom, że można edukować dziecko samodzielnie, bez zbędnego czekania na zmiany, które wdrażane są do polskiego szkolnictwa w ślimaczym tempie. Mając wolny wybór i możliwości, możemy być generatorem zmian w życiu i edukacji naszych dzieci. Właśnie dlatego zbieramy informacje, czego licealiści oczekiwaliby w takiej formie nauczania.


Co należy zrobić, by zapisać się do jednej z waszych szkół?

Kinga Raj: Proces rekrutacji jest u nas bardzo szybki, a całość można przejść online przez formularz na stronie internetowej. W Centrum Nauczania Domowego nie mamy rejonizacji, więc rodzice mają dowolność w wyborze szkoły dla swojego dziecka. Jednak zazwyczaj wybierane są te placówki, które znajdują się blisko miejsca zamieszkania, m.in. ze względu na to, że nasze szkoły organizują zajęcia dodatkowe, w których mogą uczestniczyć uczniowie edukacji domowej. Warto dodać, że przy zapisywaniu dziecka do CND nie jest wymagana opinia z poradni pedagogiczno-psychologicznej. Współpracujemy też ze szkołami, które zajmują się edukacją domową dla dzieci z orzeczeniami; wówczas dodatkowo trzeba przysłać skan orzeczenia, a my na tej podstawie tworzymy indywidualny program nauczania. Na edukację domową można przejść w dowolnym momencie, żadne terminy nie stanowią bariery. Jednak teraz mamy najbardziej gorący okres w procesie rekrutacji. Często rodzice chcą zagwarantować swoim pociechom miejsce w konkretnej placówce, mimo, że nie ma u nas rejonizacji. Zachęcamy by nie zostawiać tego na ostatni moment, tylko od razu przejść przez proces rekrutacji.


Staracie się zachęcić potencjalnych uczniów do przejścia na edukację domową?

Monika Kamińska-Wcisło: Jesteśmy w trakcie EduTripa, który polega na odwiedzaniu różnych miast w Polsce i zwiększaniu świadomości o edukacji domowej. To też doskonała okazja, by lepiej poznać Centrum Nauczania Domowego, ludzi pełnych pasji tworzących ten projekt, nasze szkoły partnerskie i osobiście porozmawiać na temat tej formy nauczania.

Ludzie są bardzo zadowoleni z naszych eventów,  bo dzięki temu mają możliwość rozmowy na temat edukacji, budowania relacji, wymiany doświadczeń. Społeczność “domowych” rośnie w siłę. Kładziemy mocny nacisk na to, by dać jak najwięcej wsparcia zarówno rodzicom, jak i dzieciom, od strony psychologicznej, pedagogicznej oraz edukacyjnej. Na EduTrip pokazujemy szkoły przyjazne edukacji domowej, ich zalety i to, jak faktycznie się otwierają na nowoczesne formy nauczania. Takie placówki dają możliwość konsultacji z nauczycielami, nawet dla uczniów w edukacji domowej.

Rozmawiał: Adrian Morel

Podziel się:

Nastepne

11,5 mld zł na dodatki węglowe dla 3,8 mln polskich rodzin. Problemy z węglem nie skończą się jednak tej zimy

pt. lip 22 , 2022
W reakcji na gwałtowny wzrost cen węgla rząd zaproponował, że gospodarstwom domowym ogrzewanym węglem będzie przysługiwał w tym roku jednorazowy dodatek w wysokości 3 tys. zł. Ze świadczenia może skorzystać w sumie 3,8 mln rodzin, a na wypłaty w 2022 roku rząd zarezerwował maksymalnie 11,5 mld zł. – Rząd jest zmuszony zorganizować jakiś system dopłat dla osób, które ogrzewają się węglem, bo ceny są bardzo wysokie. Ale potrzebne jest też rozwiązanie długoterminowe, które pomoże tym ludziom nie przez […]

Nasze programy medialne:

Symbol

Siła

Laur Internetu

Wybierz Polskie